Czy artyści mogą coś zrobić dla mieszkańców?
W przypadku takich projektów, jak KontenerART musimy odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: chcemy stworzyć przestrzeń artystów dla artystów czy przestrzeń artystów dla mieszkańców? Jeśli rzeczywiście zamierzamy wyjść do mieszkańców, to musimy zastanowić się, jak ich traktować, w jaki sposób z nimi rozmawiać. Bo charakterystyczne dla prowincjonalnych domów kultury myślenie kategoriami integrowania ludzi ze sztuką stanowi przeżytek. Czy można znaleźć inną drogę? Przede wszystkim należałoby zapytać, czy w ogóle możliwe jest zrealizowanie projektu w biednej dzielnicy bez wpisywania się w procesy gentryfikacji? I jaka powinna być w tym rola artystów? Wymaga to namysłu, analizy kontekstu, w którym działamy, oraz stworzenia intelektualnego zaplecza, zbudowania wspólnej platformy twórców i naukowców.
Nie jest to oczywiście łatwe ani proste. A w dodatku obarczone widmem porażki.


Imprezy typu KontenerART są potrzebne. Nawet więcej – są konieczne, zwłaszcza w takim mieście, jak Poznań. Trzeba jednak przedyskutować ich kształt oraz sens, a także lokalizację. Wymagają gruntownego przemyślenia, wypracowania spójnej i klarownej wizji, a następnie jej konsekwentnej realizacji. Powinny one funkcjonować, po pierwsze – jak słusznie zauważyła pomysłodawczyni – bez presji ekonomii. Po drugie – we współpracy z mieszkańcami, z szacunkiem wobec ich świata, nie zaś w atmosferze konfliktu z nimi. I po trzecie wreszcie – bez wpisywania się w procesy gentryfikacji. W przypadku realizacji projektu na Chwaliszewie należałoby może po prostu porozmawiać z ludźmi o przemianach ich dzielnicy, które są prawdopodobnie nieuchronne, gdyż zostały już przesądzone – skrzętnie zaplanowane. Postarać się uzmysłowić im nadciągające zagrożenie transformacji i jej spodziewane efekty. Może warto by spróbować wyposażyć ich w instrumenty, za pomocą których będą mogli się tym procesom w niedalekiej przyszłości skutecznie przeciwstawić. Może nauczyć ich, jak powinni się organizować, by stworzyć realną siłę – grupę nacisku na urzędników i deweloperów, by blokować niechciane inwestycje, które im zagrażają, by negocjować kształt i charakter proponowanych zmian, stwarzając przeciwwagę dla wizji snutych przez Stowarzyszenie „Chwaliszewo”. Może zaprosić np. Jarosława Urbańskiego, socjologa i działacza społecznego, jednego z założycieli Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, który poprowadziłby warsztaty? Innymi słowy spróbować coś dla nich zrobić, jakoś im pomóc. Bowiem rzeczywistą alternatywą dla „zewnętrznych” rewaloryzacji